• Marszałek Sejmu, Ludwik Dorn (PiS) przyprowadził do Sejmu psa, swego sznaucera Sabę, choć przepisy na to nie zezwalają. Inni posłowie, także właściciele psów, poczuli się dyskryminowani, więc wkrótce i oni przyprowadzili do Sejmu swoich czworonożnych pupili. Trafiły więc bez przeszkód do polskiego parlamentu: dogi niemieckie, jamnik i grzywacze chińskie, przyprowadzone przez posłów PO i SLD. Teraz czekamy na reakcję innych posłów - właścicieli kotów, kanarków, węży, rybek akwariowych i innych zwierzątek. Wtedy Sejm RP bez nuty ironii wszyscy będziemy mogli nazywać Polskim ZOO.
Twój Dobry Humor 3/2007