• Piłkarski kibic Śląska Wrocław, ze swoimi synami (9-cio i 11-latek) postanowił pojechać kilkadziesiąt kilometrów samochodem, aby obejrzeć mecz w Lubinie. Gdy dojechał na miejsce i próbował kupić bilety w kasie, dowiedział się, że nie może ich kupić. Nie dlatego, że biletów na mecz zabrakło, ale dlatego, że... jest z Wrocławia. Okazuje się, że bileterka ma wykaz miejscowości, z których kibicom biletów sprzedawać nie może. Ta dyskryminacja zdziwiła mocno kibica, któremu nie pozwolono obejrzeć meczu. Bo ani nie wygląda na stadionowego chuligana, ani nie był notowany za stadionowe chuligaństwo, zresztą czy kulturalny człowiek brałby ze sobą na stadionową burdę małe dzieci? Telefoniczna próba wyjaśnienia sprawy z przedstawicielem klubu skończyła się skierowaniem do lektury ustawy z 20 marca 2009 r. o bezpieczeństwie imprez masowych. Jednak tam, jak się domyślamy, nie ma nic o odmowie sprzedaży biletów mieszkańcom Wrocławia w stadionowej kasie w Lubinie. Okazuje się, że ważniejsze od pieniędzy w kasie klubu jest bezpieczeństwo kibiców. Wrocławianie, będący w mniejszości, mogliby być obiektem ataku pseudokibiców z Lubina. Proste?
Dobry Humor 3/2010