| |
 |
Do sądu, bo chora |
| |
• Stwardnienie rozsiane nie należy do przyjemnych chorób i trapi bohaterkę niniejszej opowieści. 50-latka z Katowic po przeprowadzeniu się do nowego mieszkania, miała tzw. rzut choroby czyli kilkudniowy atak drgawek i zaburzenia równowagi. A to rąbnęła głową w szafę, a to przewróciła krzesło - krótko mówiąc zdarzało się, że chwilami było zbyt głośno, co wkurzyło sąsiadów. - Może pani skończy te tańce irlandzkie - złośliwie zaproponował jeden z sąsiadów, nieświadomy choroby nowej lokatorki. Niedługo po nim zastukali do drzwi wezwani przez sąsiadów policjanci, którzy przyszli sprawdzić co się dzieje. Nie najlepiej wyglądająca chora powiedziała, że cierpi na sclerosis multiplex, jednak policjanci nie znali łaciny i mieli wrażenie, że piła. Gdy atak choroby osłabł, nasza bohaterka zadzwoniła na komisariat i poprosiła o kolejną wizytę policjantów, którym pokaże historię swojej choroby. Było za późno. Raport trafił do sądu i została oskarżona o "zakłócanie porządku publicznego i ciszy nocnej krzykiem i hałasem". Wkrótce sędzia zagroził chorej, że jeśli oskarżona nie przybędzie sama na rozprawę, zostanie dowieziona na salę rozpraw przez policję. A w ogóle nasza bohaterka ma poddać się badaniom psychiatrycznym. Powinna być wesoła puenta, a będzie gorzki wniosek: skoro tak polskie prawo i jego stróże obchodzą się z osobą chorą, to jak obchodzą się ze zdrowymi?
Dobry Humor 2/2010
|
wyślij
/
wydrukuj
|
| |
|
tagi: choroby, Irlandia, Katowice, policja, sąd, sąsiedzi, taniec |
| |
|