• NIK czyli Naczelna Izba Kontroli jest od tego, żeby sprawdzać innych. Pracują tu ludzie uczciwi, mądrzy i rozsądni. Jeśli nie wszyscy pracownicy NIK-u tacy są, to prezesi na pewno. Czy rzeczywiście? Tym razem media postanowiły sprawdzić NIK, a konkretnie wiceprezesa Zbigniewa Wesołowskiego.
Pojechał on na prywatne zakupy służbowym samochodem. Tak jakoś wyszło, że mu ten samochód podpieprzyli z parkingu supermarketu. W stolicy to normalka, ale tym razem złodziejom wyszedł majstersztyk. Pechowcowi Wesołowskiemu w sklepie dodatkowo zakosili kluczyki i dowód rejestracyjny od służbowej hondy accord. Zniknęło więc auto wartości 43.000 zł, kluczyki i dokumenty wozu, a wraz z nimi 99 procent nadziei, że firma ubezpieczeniowa wypłaci NIK-owi jakiekolwiek odszkodowanie. Zostały wątpliwości, bo jak komuś jednego dnia może zginąć auto, kluczyki i na dodatek dokumenty pojazdu? I jeszcze zagadka dla wszystkich: kto zabuli za stratę, wiceprezes czy jego firma (to znaczy MY wszyscy)?
Zanim zniknęła honda, Wesołowski ochoczo korzystał z niej w celach prywatnych nie od dziś, na przykład przewożąc w niej worki cementu niezbędne do budowy swojej willi. Funkcję szofera pełnił nie wiceprezes, ale inny pracownik NIK-u. Za takie coś kilka miesięcy temu Wesołowski został ukarany grzywną przez swojego szefa, Mirosława Sekułę. Wiewiórki mówią, że grzywna była wyjątkowo sroga: 60 złotych, ale kto by tam słuchał głupich wiewiórek?
Każdy średnio trzeźwy osobnik czytający te słowa powiedziałby, że używanie samochodu służbowego do prywatnych spraw Wesołowski ma we krwi, a grzywny ma w głębokim poważaniu. Zresztą teraz pan W. gwiżdże sobie zza kierownicy nubiry, a wkrótce przesiądzie się na nowoczesną skodę superb za 83.000 zł. Jak dobrze być wiceprezesem (państwowego) NIK-u!
Komentarz powyższej bajeczki napisaliśmy wierszykiem:
Cwany czy naiwny?
Fakty czy pogłoski?
Jaki jest naprawdę
facet z NIK-u - Wesołowski?
Twój Dobry Humor, rok 2003.