• Międzynarodowa firma z Rybnika zatrudniająca 500 osób wprowadziła niecodzienny zwyczaj - dyżury w kiblu. Każdy pracownik, z dyrektorem włącznie, musi po godzinach pracy co jakiś czas szorować w ubikacji sedesy, pisuary, umywalki i podłogę. Ponieważ nie każdemu to się spodobało, wybuchł cichy bunt i sprawa trafiła do prasy. Skąd ten niecodzienny zwyczaj? Nie dlatego, że firmy nie stać na sprzątaczkę. W męskich ubikacjach nie spuszczano wody, załatwiano się na deskę sedesową i mazano odchodami po ścianach. Obecne, obowiązkowe dyżury w kiblu sprawiły, że kibelek jest lśniący jak nigdy dotąd.
Twój Dobry Humor 6/2006