Kazik: - Szkoda mi Maciusia, no - "Małego". Był szałowym kumplem.
Stefan: - Z dnia na dzień "menelał" - nawet na swoim harleyu nie wyglądał jak "gość".
Kazik: - Przedawkował: wiem, że eksperymentował z tabletkami dopingującymi. Od jakiegoś czasu stawiał na wiagrę - był już uzależniony.
Stefan: - Płakać mi się chce, gdy pomyślę, jak jego ciało powoli tężało, aż na śmierć zesztywniało.
Kazik: - Był fanem wszystkiego co nowe; w domu miał odjechany sprzęt - to daliśmy ciało do kremacji, bo to ostatni krzyk mody na Zachodzie jest.
Stefan: - Ale ten "klekot", ta awionetka, co to zgodnie z testamentem zrzuciła szczątki, to nowoczesna nie była. Aż dziw, że nie zwaliła się na ziemię.
Kazik: - Wtenczas Maciuś leżałby w miejscu przypadkowym.
Stefan: - Jakie "leżał"! Tu o tradycyjnym "leżeniu" w ogóle nie ma mowy - opadłby popiół i tyle! Może jeszcze powiesz, że zleciałby na łeb, na szyję?!
Kazik: - Chyba dobrze, że zrezygnowaliśmy z lotni z napędem. "Pilot" chciał wykorzystać silnik harleya po Maćku. Nie przeszkadzało mu, że głośno pracował i nadawał się do remontu. Powiedział, że on weźmie go właśnie dla efektu dźwiękowego, bo inne motory pracują ciszej. A jemu zależy na efekcie.
Stefan: - Przysięgał, że wtedy w zamian będziemy mieli dożywotnią ulgę na zrzucenie naszych popiołów. Niech własne zrzuci!
Kazik: - Wybraliśmy awionetkę, bo też tania była. Kilka części miała nawet od lotni. Że możliwość wypadku? - żaden przecież problem dla Maciusia.
Stefan: - Statek wykluczyliśmy - nasz kolega bał się wody. Z wodą nie przesadzał - nawet mył się rzadko.
Kazik: - Gdyby żył, by nam podziękował, że załatwiliśmy mu kremację w wersji dla VIP-a. Dało się w łapę, to łapiduch polał więcej benzyny - bo wtedy, jak mówił, "ogień jest konkretny".
Stefan: - Dodał jeszcze, że po tym, jak dotąd, nikt nie złożył reklamacji. Chwalił się, że ich firma zapewnia najdrobniejszą granulację popiołu - jak najlepsza mąka. Pokazywał dokumentację, dyplomy za jakość, czy coś tam...
Kazik: - To firma nowoczesna, mają nawet stronę w Internecie. Zachowałem ich ulotkę, o, zobacz, tu jest: www.skremujciesie.com.
Stefan: - Planują - mówił - wyjść z ofertą do młodych: uczniów i studentów.
Kazik: - Pytał się, czy mamy psa, kota albo np. tchórzofretkę - wiadomo dlaczego.
Stefan: - Bo po godzinach dorabia sobie na futrzakach!
Kazik: - Szkoda, że naszego kumpla już nie ma...
Stefan: - Ja zachowałem go częściowo - no, umieściłem garść w doniczce.
Kazik: - "Mały" w charakterze nawozu? Przesadziłeś.
Stefan: - Głupiś! Jemu to bez znaczenia, a fiołek na tym zyska.
Kazik: - Ty jesteś fiołek! - to przecież GMO może powstać.
Stefan: - GMO - czy to coś podobnego do HWDP?
Kazik: - HWDP to polskie, a GMO chyba też obraźliwe - ale po angielsku. To takie genetyczne mutanty - np. mandarynki bez nasion.
Stefan: - A wiesz, że zgadza się, fiołek to jakiś dziwny się po tym stał: gdy obcinałem mu zwiędłe liście, to wyciekała nieznana mi ciecz.
Kazik: - Jak kwiatek popiół z Maciusia wchłonął, to tak jakby wszczepić do niego kawałek człowieka. To transplantacja - no nie?
Stefan: - Eee tam, bredzisz! Jaka transplantacja? Po przeszczepie podaje się środki przeciwko odrzuceniu organu - inaczej by się nie udało. A ja fiołek tylko podlewałem; czasem dawałem mu tabletkę nawozu.
Kazik: - A widzisz! Ta tabletka może przeciwko odrzucaniu była?
Stefan: - Przeciwnie! Gdy nawoziłem, to od doniczki nieładną wonią jechało, chyba za sprawa tej pigułki - aż odrzucało.
Kazik: - A zauważyłeś coś ludzkiego we fiołku?
Stefan: - Kiedyś po zerwaniu liścia zrobiła się rana - ciągle ciekło z niej. Założyłem temu dziwolągowi nawet bandaż - nie pomogło. Prawdę mówiąc, miałem już dość tego Maciusio-kwiatka za takie zwampirzenie. Wtedy zdecydowałem: zakopię go na działce i użyźnię nim glebę. Tak też zrobiłem.
Kazik: - To "Mały" odtąd w ogródku będzie się GMO-lił.
Stefan: - Właśnie. Zauważyłem, że warzywa mają taki dziwny, oślizły miąższ - niby mięśnie.
Kazik: - Ha, ha, ha! To nasz kumpel tam siedzi!
Stefan: - Właśnie - dlatego wyrwę te dziwaczne krzaki i wywiozę na śmietnisko.
Kazik: - Z odpadów robią, odzyskują jakieś tam... Przecież Maciek może wejść do nich i potem ludzie będą się go bać.
Stefan: - Nie wejdzie - najpierw pojedziemy z krzewami do baby, co wypędza duchy! A nawet gdy przeniknie do nich, to kto się przelęknie Maciusia w rzeczy zrobionej ze śmiecianych odpadów?
Autor: Mirosław Papużyński
październik 2009