• Do kiosku w centrum Łodzi, w którym kilka dni wcześniej wstawiono xero, przyszedł tajniak z Urzędu Kontroli Skarbowej i poprosił o zrobienie odbitki za 30 groszy. Po chwili wrócił z koleżanką z pracy, która oficjalnie zażądała wydania paragonu fiskalnego na te 30 groszy. Jednak xero nie miało jeszcze wydanego specjalnego kodu fiskalnego, więc paragonu wydać nie mogła. Urzędniczka państwa, które oszukano na 2 grosze (7 procent od 30 groszy) wlepiła pani od xero mandat, lecz ta go nie przyjęła. To zapoczątkowało lawinę prawną: półtoragodzinne przesłuchanie, raport inspektorów - świadków zdarzenia, pięciostronicowy akt oskarżenia skierowany do sądu. Odpisy dokumentów, korespondencja pocztowa, praca radcy prawnego urzędu - łącznie kilkaset złotych z kieszeni polskich podatników. A to był dopiero początek. Sędzina nie wezwała nawet nikogo na rozprawę, szybko orzekając winę: 500 złotych kary, do tego 140 złotych na koszta postępowania sądowego. 32.000 razy więcej niż 2 grosze strat Rzeczpospolitej z tytułu wykonania jednej, nikomu nie potrzebnej odbitki xero. Kolejna rozprawa w sądzie kosztowała kolejnych kilkaset złotych: sędzia, protokolantka, trzech świadków, radca prawny. Nie wystarczyło czasu na wysłuchanie wszystkich świadków, więc sędzia wyznaczył kolejny termin rozprawy. Trzeba wysłać kolejne listy polecone i ponieść kolejne koszta. Właściciel xero gdyby wiedział jak niezwykle sprawnie działają nasze organa, z pewnością poczekałby te kilka dni na rozpoczęcie działalności nowej kserokopiarki.
Dobry Humor 2/2009