Krystian Łuczak, lewicowy poseł z Kujawsko-Pomorskiego, chciał zaistnieć na arenie politycznej. Myślał, myślał i wymyślił: zaproponował, by skarbówka ścigała osoby sprzedające grzyby i jagody przy drogach. Nie podobało mu się, że ci ludzie nie odprowadzają podatków.
Ten poseł, zasiadający w ławach SLD tak opacznie zrozumiał swoją misję obrony słabszych finansowo.
Kłuły go w oczy wypasione koszyki starszych ludzi i dzieci stojących godzinami przy szosie. "Te koszyki, to przecież ręczna robota, a nie jakaś tam przemysłówka, to luksus" - pomyślał. "Aż się prosi, by takich opodatkować". A poza tym: "Kto ścina BOR-owiki, grzyby poniekąd rządowe, ten musi za to płacić".
A takie np. rydze: "Nie godzi się, by jakieś "gołodupce" wkładały do koszyka, bez opłacenia podatku, uznane narodowe świętości (gen. Rydz-Śmigły)".
"Ci ludzie spacerują sobie po lesie, oddychając świeżym powietrzem i słuchają przy tym jeszcze śpiewu ptaków - muszą za to uiścić dodatkową opłatę" - odkrywczo kombinował poseł.
Można wyobrazić sobie, jak różnego rodzaju tajni agenci będą robić zakupy kontrolowane runa leśnego. Biada sprzedawcy, który nie wyda przy tym paragonu...
Nie wiadomo, czy tak właśnie przebiegał w głowie pana posła proces myślowy prowadzący do sformulowania przedstawionej na początku propozycji. Jedno jest pewne: posłowi Łuczakowi coś się wyraźnie pokręciło.
Ale cóż, w IV RP wiele rzeczy jest co najmniej dziwnych, jak choćby to, że prokurator generalny, zamiast ścigać nielegalne podsłuchy, sam skrycie nagrywa wicepremiera.
Autor: Mirosław Papużyński